Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Mroźny wiatr" {Wind Chill} (2007)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

WC

 

Zacznijmy może od tego, że "Mroźny Wiatr" to (m.in. obok "Innkeepers", "In Fear", "Absentii, "Dead End", "Stokera" czy "Sauny") kolejny dowód na to, że przeważająca większość ludzi mieniących się kinomaniakami to idioci.

 

Wszak, biorąc pod uwagę jakich produkcji wytwarza się najwięcej, nie brakuje osób, dla których idealnym horrorem będzie (obok przereklamowanych średniaków w rodzaju "Obecności") wyłącznie pusta, krwawa rzeźnia (taka jak np. "Droga bez powrotu" czy "Śmiertelna Gorączka"). Orgia seksu i przemocy, która poza powielaniem utartych schematów i opieraniem atmosfery wyłącznie na niezawodności wiader z mięsnymi podrobami czy jump scenkach oraz  bohaterów o IQ ameby i osobowości kawałka kartonu nie ma nam do zaoferowania praktycznie nic.   

 

Nie przeczę. Sam czasami lubię sięgnąć po takie kino. Wszak gdyby było inaczej, nie poświęcałbym mu na blogu tyle uwagi. Ba! Z ręką na sercu przyznaję, że uwielbiam oglądać różne "dziwactwa" w rodzaju "Tokyo Gore Police" czy "Vampire Girl vs. Frankenstein Girl" a jednym z moich ulubionych filmów ostatnich lat jest "Maniac" Francka Khalfouna (I to wcale nie tylko dlatego, iż występuje w nim przepiękna Nora Arnezeder, od której autentycznie trudno oderwać wzrok)

  

Po prostu nie potrafię bezczynnie patrzeć, kiedy tak udana, trzymająca w napięciu i niezaprzeczalnie klimatyczna produkcja jak "Mroźny Wiatr", która w dodatku posiadająca przyzwoity poziom aktorstwa (przede wszystkim jeśli chodzi o bardzo dobrą Emily Blunt) nie uzyskała popularności, na którą niewątpliwie zasługuje.   

 

Wszak trzeba powiedzieć jasno. Gregory Jacobs (na którego reżyserskim koncie jak do tej pory znajdują się tylko, jeśli wliczymy tę, dwie produkcje) doskonale wie jak się robi kino.

 

Jak ważne jest zbudowanie więzi między widzem a bohaterem i sprawić abyśmy przejmowali się ich losem czy opowiedzenie interesującej a co najważniejsze, niegłupiej historii.

 

Przede wszystkim posiada, współcześnie bardzo rzadko spotykaną u twórców kina grozy, umiejętność budowania niepokojącego klimatu przy użyciu minimalnych środków (Nie wiem jaki był budżet tej produkcji, ale zakładam, że nawet mimo, znakomitej jak zawsze, muzyki Clinta Mansella nie szczególnie imponujący) i potrafi trzymać widza w niepewności co do natury ekranowych wydarzeń praktycznie aż do samego końca     

 

Podsumowując. Zdecydowanie polecam sięgnąć po "Mroźny Wiatr". W mojej ocenie bowiem należy on do najciekawszych i najbardziej klimatycznych horrorów ostatnich lat. 

 

OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci