Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Animal" (2014)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Animal

 

Chyba decyzja, by zamiast mundialu oglądać film nie była najszczęśliwszym rozwiązaniem. Przy wczorajszej uczcie, czyli kapitalnym „Wilkołaku” w reżyserii Joe Johnstona, dzisiejszy seans „Animal” jawi się  bowiem niczym przesiadka z Orient Expresu do drezyny.

 

Zacznę może od tego, że zasiadając do seansu filmu Bretta Simonsa  nie miałem jakichś szczególnie wysokich oczekiwań. Od czasu kapitalnego „Domu w głębi lasu” nie da się wszak traktować poważnie zaoferowanych nam przez amerykańskiego reżysera rozwiązań fabularnych i z uporem maniaka serwowanych schematów. Liczyłem zatem na porządną dawkę guilty pleasure. Jednak tej produkcji jakimś cudem udało się mnie rozczarować.

 

Zresztą trudno, żeby było inaczej, skoro oglądając „Animal” ani przez moment nie czułem się jakbym oglądał horror (nawet czysto deklaratywny). Wręcz przeciwnie. Miałem wrażenie, iż twórcy chcieli nas uraczyć jakąś parodią tego gatunku, tylko zabrakło im odwagi i/lub umiejętności. 

 

W rezultacie ich starań otrzymaliśmy film kompletnie nijaki i jałowy do tego stopnia, iż mógłby służyć za opatrunek. Obraz nudny jak oglądanie gry reprezentacji Polski w piłce nożnej, pozbawiony napięcia, charakteru klimatu, pomysłu na siebie czy jakiegokolwiek interesującego konceptu. 

 

Dostaliśmy fabułę, która nie angażuje nas ani przez sekundę, drewniane dialogi, kompletnie niedopasowaną muzykę, idiotycznie wyglądające potworki (przywodzące na myśl abominacje z niesławnego "Zaciemnienia" Roberta Davida Sandersa) oraz niemiłosiernie irytujących bohaterów.

 

Dzieło fatalnie zagrane, przy którego oglądaniu trudno oprzeć się wrażeniu, że „aktorzy” (o ile tę zbieraninę można w ogóle tak nazwać) zostali chyba wzięci z łapanki, gdyż nie wykazują nawet szczątków talentu.

 

Zdecydowanie więcej spodziewać się można było chyba tylko po Joey Lauren Adams czyli pamiętnej Alyssy Jones z „W pogoni za Amy” Kevina Smitha, która jest na tyle dobrą aktorką, że powinna tu błyszczeć.  Niestety nawet ona nie była w stanie wznieść się ponad ogólną mizerię. Zresztą w sumie nie ma się co dziwić. Scenariusz nie daje jej tu do grania praktycznie nic tak więc nawet jakby zamiast niej, wystąpiła Meryl Streep to finalny efekt byłby praktycznie taki sam. 

 

Podsumowując. Uważam, że "Animal" to kompletne nieporozumienie. Jeden z bez wątpienia najgorszych filmów tego roku. Poziom żenady jaki serwują nam twórcy jest bowiem tak niebotycznie wysoki, że nawet najwięksi maniacy tego kina będą nerwowo zgrzytać zębami podczas seansu. 

 

OCENA: 2/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci