Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Internat" {The Moth Diaries} (2011) czyli spore i jak najbardziej pozytywne zaskoczenie.

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

TMD


Reżyseria: Mary Harron


Chyba każdemu trafiła się przynajmniej raz w życiu produkcja, która stanowiła niezaprzeczalny dowód na to, że nie zawsze warto kierować się wyłącznie ocenami na internetowych portalach, gdyż niejednokrotnie są one niesprawiedliwe i krzywdzące. W moim przypadku taka sytuacja miała miejsce dziś, przy okazji seansu "Internatu" czyli najnowszego dzieła Mary Harron (notabene autorki znakomitego "American Psycho").

 

Nie twierdzę bynajmniej, że "Internat" to pozbawione wad arcydzieło światowej kinematografii, gatunkowy "game changer" (Ba! Szczerze mówiąc, jak na gatunkowe zaszeregowanie, trochę zabrakło mi tu horroru) czy dzieło, które na jakiś szczególnie długi czas pozostanie w mej pamięci.

 

Po prostu w obrazie stworzonym przez kanadyjską reżyserkę na podstawie powieści Rachel Klein (Tak swoją literackie pochodzenie tego tytułu jest aż nadto widoczne i sprawia, że postronnemu obserwatorowi całość może się wydawać nudna i przegadana) jest coś takiego, że mimo wszystkich zastrzeżeń nie mogę uznać czasu poświęconego na jego obejrzenie za stracony.


Sam jednak nie wiem co konkretnie sprawiło, iż "Internat" do mnie przemówił. Może to kwestia umiejętnie zbudowanego, subtelnego nastroju (tak więc z góry uprzedzam, że fani krwistych obrazów bombardujących nas zastępującym fabułę okrucieństwem i pędzących do przodu niczym TGV zdecydowanie nie mają tu czego szukać), lekko oldschoolowego uroku, poruszanej problematyki rodzącej się kobiecej zmysłowości (Notabene podobny motyw, z równie dobrym skutkiem zastosowali twórcy "Zdjęć Ginger")  świetnej roboty wykonanej przez operatora Declana Quinna (Który, tak na marginesie, był również autorem zdjęć do znakomitego "Śniadania na Plutonie") czy przyzwoitego aktorstwa (Aczkolwiek żadna kreacja się jakoś szczególnie nie wyróżnia). A może urody występujących tu dziewczyn, sposród których na plan pierwszy zdecydowanie wysuwa się Sarah Bolger, która wciela się w naszą protagonistkę Rebeccę. 

 

Podsumowując. Pewnie niewiele osób się ze mną zgodzi, ale "Internat" to w mojej ocenie całkiem udane dzieło i obraz, który jest zdecydowanie lepszy niż wskazywałyby na to oceny na Filmwebie. Kino grozy, które nie odrzuca od ekranu nagromadzeniem brutalności ale urzeka subtelnością i oferuje naprawdę ciekawą, choć nieszczególnie oryginalną, historię.

 

OCENA: 7/10 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • ilsa333

    Nieszczególnie oryginalną, ale bazującą na "Draculi", a więc klasa:)
    Jako jedyny w swojej recenzji dałeś temu filmowi dobre słowo. I cieszę się, bo jak byłam nim absolutnie zachwycona.

  • bradesinarus

    1. Podczas oglądania jakoś nie zwróciłem na to podobieństwo, ale teraz jak o tym mówisz to muszę przyznać, że faktycznie coś jest na rzeczy.

    2. Dałem dobre słowo, bo film mi się podobał. A co do tego, że byłem jedyny. No cóż. Niebagatelną rolę odgrywa tu zapewne fakt, iż większość recenzentów przy ocenianiu jakiegoś filmu rzadko kiedy ma odwagę wyrazić własną opinię. Raczej idą na łatwiznę, sugerują się powszechnie przyjętymi opiniami i starają się do nich dopasować. Wiem bo (choć próbuję z tym walczyć) sam mam często niestety podobne skłonności.

  • ilsa333

    W "Moth diaries sugerowane jest nawiązanie do "Carmili", dlatego też nie każdy od razu zauważy "Dracule", a to z kolei jest niezbędne żeby złapać wizję reżyserki.

    Zawsze sobie cenię Twoje opinie, bo chyba poniekąd mamy podobne podejście. Raczej nie zauważyłam, żebyś się dostosowywał do cudzych opinii, ale też nie każdy Twój wpis czytam, ale z tego co zauważyłam to raczej spokojnie podchodzisz do tak zwanych hitów kinowych, a i coś co jest okrzyknięte gniotem potrafisz ocenić z dystansem.
    Co do blogerów głaszczących widzów/czytelników to zauważyłam tą skłonność w wielu przypadkach. Nie wiem, czy znasz taki blog 'filmy, które ryją banie zbyt mocno', kiedyś na prawdę można było tam znaleźć ciekawe oferty, a teraz więcej jest tam wpisów o hiciorach, w których autor na siłę doszukuje się rycia bani i osobistych wycieczek na temat jego egzystencji + nachalna promocja siebie. Strasznie mnie to smuci, bo niedługo zostaną same blogi tzw. lajfstajlowe, jakieś piętno big brother'a czy coś, nie wiem.

  • bradesinarus

    1.Dzięki za informację, a właściwie wyjaśnienie. Chyba będę musiał jeszcze raz obejrzeć ten film.

    2. Kolejny raz dziękuję. Bardzo staram się nie ulegać pokusie pójścia na skróty i chwalenia lub ganienia tego co wszyscy wokół chwalą lub ganią (Ba! Moja wewnętrzna przekora chyba by mi na to nie pozwoliła. Choć przyznaję, że nie jest to takie łatwe) i cieszę, że istnieją na świecie ludzie, którzy potrafią to zauważyć oraz docenić.

    3. Wspominanego przez ciebie blogu niestety nie znam ale przyznam, że nazwa zapowiada się interesująco. Choć jeśli faktycznie jest tak jak mówisz, to raczej nie mam po co do niego sięgać.

    4. No cóż! Kwestię blogerów, jak to określiłaś, głaszczących widzów/czytelników mogę określić tylko w jeden sposób: konformizm zawsze w cenie.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci