Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krótka piłka: "Moon" (2009) czyli lepsza wersja "Grawitacji"

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Moon

Reżyseria: Duncan Jones

 

No cóż. Jak widzicie w końcu zdecydowałem się obejrzeć "Moon". Film, o którym słyszałem wiele ciepłych słów. I wiecie co? Wszystkie pozytywne recenzje, które w samych superlatywach rozpisują się o debiutanckim dziele Duncana Jonesa (autora m.in. świetnego "Source Code") są w mojej opinii absolutnie zasłużone. 

 

"Moon" bowiem jest obrazem znakomitym, żeby nie powiedzieć wybitnym (Aczkolwiek jeśli mam być szczery to sporo mu brakuje do poziomu genialnego "Mr Nobody" Jaco Van Dormaela czy "Musimy porozmawiać o Kevinie" Lynne Ramsey). Dziełem prezentującym urzekający minimalizm formy przy jednoczesnym maksimum treści i znamionujący naprawdę duży talent swojego twórcy do kreowania fantastycznej atmosfery oraz realizowania naprawdę inteligentnego kina.

 

W dodatku "Moon" posiada klimatyczną ścieżkę dźwiękową autorstwa Clinta Mansella, kapitalny odrobinę poschizowany nastrój, zmuszającą do myślenia i umiejętnie poprowadzoną fabułę a w jednej z ról występuje przepiękna Kaya Scodelario, od której autentycznie nie można oderwać wzroku (co notabene przypomniało mi o tym, że muszę kiedyś usiąść i zaktualizować swoją listę najpiękniejszych aktorek).  

 

Jednak najważniejszą, przynajmniej w mojej opinii, zaletą tej fenomenalnej produkcji jest prawdziwy popis gry aktorskiej w wykonaniu Sama Rockwella, który po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najbardziej wyrazistych i najbardziej utalentowanych współczesnych hollywoodzkim aktorów.

 

  Swoją drogą naprawdę dziwi mnie fakt, że jego fantastyczna kreacja nie znalazła uznania u członków Akademii Filmowej i nie została nawet nominowana do Oscara. Wszak o lata świetlne przebija on to wszystko za co w tym roku (po sukcesie, moim zdaniem znacznie przereklamowanej "Grawitacji") nominowano Sandrę Bullock. W sumie zdążyłem się już jednak przyzwyczaić, że jeśli chodzi o te rzekomo "najbardziej prestiżowe statuetki w świecie filmu", to co naprawdę wartościowe rzadko kiedy bywa odpowiednio doceniane (vide wygrane "Forresta Gumpa" nad "Pulp Fiction", "Artysty" nad (nawet nie nominowanym!) "Wstydem" lub "Musimy porozmawiać o Kevinie" czy "Jak zostać królem" nad "Social Network")  

 

Podsumowując. Chyba każdy początkujący filmowiec marzy by jego debiutancki film wypadł równie okazale i był równie angażujący czy satysfakcjonujący dla widza jak stało się to udziałem "Moon" autorstwa Duncana Jonesa. Jednak udaje się tylko nielicznym (np. Vincenzo Natali, Neill Blomkamp czy Nacho Vigalondo). Reszcie pozostaje wyłącznie obejść się smakiem.

 

Dlatego sedecznie zachęcam: Jeśli jeszcze tego filmu nie widzieliście, a macie ochotę na obejrzenie naprawdę dobrej, zaskakującej i inteligentnej produkcji osadzonej w klimatach SF oraz pozostającej w pamięci po seansie to w nie traćcie czasu tylko sięgnijcie po "Moon". Zapewniam, że nie będziecie żałować podjętej decyzji

 

OCENA: 9/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci