Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Wer (2013)

bradesinarus

Wer

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Młoda pani adwokat (W tej roli znana m.in. z "Oszukać Przeznaczenie 2" i omawianego już przeze mnie "Rozpruwacz-List z piekła" A.J. Cook) podejmuje się obrony Francuza oskarżonego o brutalnego zamordowania dwójki amerykańskich turystów. Początkowo jest ona przekonana o tym, iż jej klient został "wrobiony" jednak wkrótce okazuje się, iż mężczyzna skrywa mroczne tajemnice, 

 

No cóż! Wydawać by się mogło, że po obejrzeniu pewnej ilości filmów już żaden obraz nie powinien być zaskoczeniem. Że już po samej tematyce utworu będzie można mniej wiedzieć czego się spodziewać. Dlaczego o tym piszę?

 

No cóż. To akurat jest bardzo proste. Otóż wczoraj widziałem pewien tytuł, który w mojej ocenie stanowi najlepszy dowód na to, iż od każdej reguły, na szczęście zdarzają się wyjątki.

 

Mam tu oczywiście na myśli „Wer” w reżyserii Williama Brenta Bella (Autora m.in. „The Devil Inside” czy „Stay Alive”) . Jeden z bezwątpienia najlepszych, a na pewno najciekawszych współczesnych horrorów z wilkołakami jako główną atrakcją. Dzieło, które śmiało można postawić w jednym szeregu z „Dog Soldiers” Neila Marshalla czy „Ginger Snaps” Johna Fawcetta.

 

I już nawet nie chodzi mi tu o wszelkie aspekty techniczne, takie jak sprawna realizacja, interesująca i trzymająca w napięciu fabuła, przyzwoite aktorstwo (Notabene muszę zauważyć, iż w jednej z ról występuje znany z serialu „Fringe” Sebastian Roche), nieźle wykreowany klimat, brak happy-endu czy podkreślająca klimat muzyka autorstwa Bretta Detara.

 

Ba! Nie jest to obraz idealny (Przykładowo przydałaby się tu większa doza niepewności co do winy „oskarżonego”), w żaden sposób przełomowy czy redefiniujący gatunek.

 

Po prostu, jak zapewne zdążyliście zauważyć, bardzo lubię filmy, których twórcy nie idą na łatwiznę i proponują nam (albo przynajmniej starają się to zrobić) coś nowego oraz oryginalnego zamiast powielanych w kółko utartych schematów. A przede wszystkim skupiają się na opowiedzeniu w miarę spójnej historii, zamiast oferowania nam wyłącznie krwi i flaków.

 

Podsumowując. Jeśli zatem macie ochotę odpocząć od hollywoodzkiej papki, to spokojnie możecie po "Wer". Raczej nie powinniście się zawieść. 

OCENA: 8/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci