Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Apokalipsa według Abela Ferrary

bradesinarus

444-Last-Day-On-Earth-Movie-Poster1 

Niech Cthulhu będzie z wami!  

 

Opis Fabuły  (Za Filmwebem) 

Para kochanków spędza  wieczór w swoim apartamencie na Manhattanie. On jest odnoszącym sukcesy aktorem, ona malarką. Są to ich ostatnie wspólne chwile, dlatego, że następnego dnia, dokładnie o 4:44 nastąpi koniec świata, któremu nie sposób zapobiec. Niektórzy nadal wierzą w cud i mają nadzieje uchronić się przed zagładą. Inni, tak jak para głównych bohaterów, pogodzili się ze swoim losem, świat się kończy.

 

Pamiętacie pewnie jeszcze nastroje jakie panowały niespełna dwa lata temu, kiedy to na podstawie końca kalendarza Majów praktycznie wszyscy uznali, że nastąpi koniec świata. Nie można się zatem dziwić, iż ten defetystyczny klimat wpłynął również na artystów i obrodziło nam filmami oraz książkami opowiadającymi o totalnej anihilacji. Mieliśmy zatem m.in. przygnębiającą "Melancholię" Larsa Von Triera (Obraz, do którego cały czas się przymierzam ale jakoś nigdy nie mam odpowiedniego nastroju)  czy wdzięcznego  "Przyjaciela do końca świata" Lorene Scafarii.

 

  Dziś chcę poświęcić kilka słów jednemu z mniej znanych przedstawicieli tego nurtu czyli wyreżyserowanemu przez Abela Ferrarę obrazowi zatytułowanemu"4:44 Ostatni dzień na Ziemii", w którym główne role zagrali Willem Dafoe i Shannyn Leigh.

 

  Filmowi, który  ma wręcz krzywdząco niską średnią ocen na Filmwebie.  Ja oczywiście rozumiem, że tego typu wyciszone, zmuszające do myślenia i niespieszne kino z artystycznymi aspiracjami  nie każdemu przypadnie do gustu, no ale 3, 9? Bez przesady! Ten film aż na tak niską ocenę na pewno nie zasłużył.  

 

   Warto bowiem docenić choćby fakt, iż reżyser stworzył kino katastroficzne dalekie od standardów wytyczonych przez głupawe hollywoodzkie blockbustery w rodzaju "2012". Dzieło minimalistyczne i ascetyczne, którego główną siłą nie są widowiskowe efekty specjalne, ale raczej interesujące i całkiem wyraziste postacie oraz świetne kreacje aktorskie Willema Dafoe (Co raczej nie powinno być dla nikogo specjalnym zaskoczeniem. Wszak jest to jeden z najlepszych i najbardziej wyrazistych współczesnych aktorów a stworzone przez niego postacie czarnych charakterów w "Spidermanie" czy "Dzikości Serca" weszły na stałe do historii kina) oraz  Shanyn Leigh. 

 

Może trochę wstyd się przyznawać (Zważywszy na fakt, iż chcę uchodzić za wielkiego znawcę kina) ale tak na koniec dodam, iż seans "4:44" był moim pierwszym kontaktem  z twórczością Abela Ferrary głośnego i kontrowersyjnego twórcy, który na swoim koncie ma między innymi takie obrazy jak "Zły Porucznik" czy "The Driller Killer".  I z pewnością nie będzie on kontaktem ostatnim 

 

   Bo choć po jednym filmie, nawet najlepszym (a przecież ten obraz, który z tego co słyszałem  nie jest szczególnie reprezentatywny dla ogólnego kierunku twórczości tego reżysera, mimo wszystko trudno mi uznać za dzieło stuprocentowo udane i mógłbym się przyczepić do nieco zbyt nachalnego i łopatologicznego przekazu) trudno cokolwiek wyrokować, to jednak udało się Ferrarze mnie zaciekawić i sprawić bym miał wielką ochotę sięgnięcia po inne zrealizowane przez niego pozycje.

 

OCENA: 6/10 

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci