Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krótka piłka: "Mama" (2014)

bradesinarus

cover14

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Ten rok zdecydowanie stoi pod znakiem osób, z których twórczością wcześniej się nie zetknąłem, albo zetknąłem w minimalnym stopniu natomiast faworyci raczej zawodzą (Najbardziej zawiódł mnie omawiany wczoraj „Noe” Darrena Aronofsky'ego).

 

Po kapitalnych filmach, jakie zaserwowali nam Jennifer Kent (Babadook), James Gunn (Strażnicy Galaktyki) i Gregg Araki (Biały ptak w zamieci) nadeszła pora na sięgnięcie po dzieło (notabene będące jednym z pretendentów do zdobycia Oskara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny) kanadyjskiego twórcy Xaviera Dolana, któremu do tej pory jakoś udawało się unikać mojej uwagi.

 

Zresztą może to i lepiej. Wszak dzięki temy mogłem podejść do „Mamy” na sucho czyli bez osobistych animozji czy sympatii względem osoby reżysera. Spróbować w miarę obiektywnie ocenić to, czego doświadczyłem. I muszę powiedzieć, że chyba postąpiłem właściwie gdyż wrażenia jakie wyniosłem z kina są jak najbardziej pozytywne.

 

Mama” jest bowiem prawdziwą filmową ucztą. Dziełem, które mnie absolutnie zachwyciło (Aczkolwiek muszę powiedzieć, że z początku miałem problem z wsiąknięciem w serwowany nam przez Dolana klimat i obawiałem się przesadnej pretensjonalności. Na szczęście było tak tylko przez moment. Później się wkręciłem do tego stopnia, że chciałem, by ten film trwał jak najdłużej). Obrazem, w którym aż buzuje od emocji i energii. Dziełem urzekającym nastrojem oraz unikającym łopatologii i tanich zagrywek pod publiczkę. Tytułem zmuszającym do myślenia, pozostającym w głowie po seansie (choćby przez kwestię niedopowiedzianego zakończenia) i zostawia widza w ewidentnym poczuciu niedosytu (sprawiającym, że chciałoby się do niego wrócić zaraz po zakończeniu seansu).

 

Warto również moim zdaniem podkreślić kapitalną ścieżkę dźwiękową ( wbrew pozorom wcale nie chodzi mi tu tylko o wykorzystanie piosenki uwielbianej przeze mnie Lany del Rey), interesujących (a co najważniejsze wielowymiarowych) bohaterów, znakomite kreacje aktorskie (przede wszystkim jeśli chodzi o Anne Dorval w mojej opinii jest totalnie nieziemska w roli matki i zasługuje na wszelkie możliwe laury) oraz wzorcową wręcz realizację (Aż nie chce mi się wierzyć, że jego autor ma tylko 25 lat, gdyż wykazuje zdumiewającą jak na swój wiek dojrzałość. Ba! Szczerze mówiąc to nawet jestem odrobinę zazdrosny, gdyż chciałbym potrafić kiedykolwiek stworzyć dzieło na podobnym poziomie :) ).

 

I choć arcydziełem tego obrazu raczej nie nazwę (Jakże wówczas miałbym określić takie genialne tytuły jak „12 gniewnych ludzi”, „Czas Apokalipsy” czy „Czarny Łabędź”. Dla mnie „Mama” to raczej poziom „Porozmawiajmy o Kevinie” czy „Melancholii” czyli propozycji bardzo dobrej, której doprawdy detali zabrakło do osiągnięcia statusu wybitnej) to jednak przyznać muszę, iż mamy tu do czynienia z naprawdę znakomitą produkcją, na której obejrzenie z pewnością warto było poświęcić te 2,5 godziny.

 

Ba! Praktycznie z miejsca stało się ono najpoważniejszym kandydatem do tytułu najlepszego filmu jaki widziałem w bieżącym roku. Roku, w którym, tak na marginesie brakowało mi jak dotąd dzieła wyraźnie wybijającego się ponad resztę stawki i które rzuciło by mnie na łopatki (Tak jak w ostatnich latach zrobiły to m.in. „Atlas Chmur” czy „Dziewczyna z Szafy”). No cóż! „Mama” takim obrazem niewątpliwie jest.

 

Podsumowując. Po tym wszystkim co napisałem powyżej chyba dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że absolutnie polecam ten film każdemu, kto ceni sobie kino z wyższej półki.

 

OCENA: 9,5/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci