Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Non stop nonsens

bradesinarus

                                               

NS

 Niech Cthulhu będzie z wami! 

 

Powiem wprost. W przeciwieństwie do oglądanego wczoraj „Białego ptaka w zamieci”, który mnie zauroczył, seans tej produkcji był mniej więcej równie przyjemnym doświadczeniem jak przesiadka z Mercedesa na rozklekotaną drezynę.



Zrealizowany przez hiszpańskiego reżysera Jaume Collet- Serrę film niespecjalnie bowiem przypadł mi do gustu, nie wzbudził we mnie praktycznie żadnych emocji i jak na ten moment jest on jednym z najbardziej przereklamowanych obrazów bieżącego roku (Zaraz obok „Lucy” i „The Fault of our Stars”)



A przecież podchodząc do seansu tej produkcji wcale nie miałem jakichś wygórowanych oczekiwań i nie oczekiwałem cudów czy psychologicznej głębi. Chciałem się po prostu zrelaksować i doświadczyć bezpretensjonalnej oraz niezobowiązującej rozrywki na solidnym poziomie. No cóż! Trafiłem jak kulą w płot.



Najwyraźniej bowiem fakt, że główną rolę gra Liam Neeson (który w ostatnich latach dał się zaszufladkować i pod względem różnorodności wybieranego repertuaru zaczął upodabniać do Jasona Stathama czy Stevena Seagala) automatycznie oznacza, że będziemy mieli do czynienia z filmem choćby zbliżonym do kapitalnej „Uprowadzoną”.

 

Nawet bowiem najlepszy aktor (a Neeson niewątpliwie zalicza się w swoim fachu do ścisłej elity) nie zdziała nic, kiedy nie będzie miał fundamentu, na którym może oprzeć ciężar granej przez siebie postaci.



Tymczasem w tym przypadku scenariusz (pod którym podpisały się aż trzy osoby, co nigdy nie wróży niczego dobrego) jest kompletnie randomowy, do bólu przewidywalny (Tak na marginesie dodam, że tożsamość antagonisty (notabene nieszczególnie interesującego jako postać) rozszyfrowałem już w momencie jego pierwszego pojawienia się na ekranie a podejmowane przez scenarzystów rozpaczliwe próby zmylenia tropów wywoływały we mnie jedynie uśmiech politowania), bezsensowny, głupi i kompletnie wyjałowiony z emocji.



W dodatku reżyser dowiódł, że niczego nie nauczył się od czasy swojego fabularnego debiutu (którym, jak zapewne pamiętacie, był beznadziejny i całkowicie niepotrzebny remake „Domu woskowych ciał”) i nadal nie potrafi budować napięcia ani opowiedzieć wciągającej historii.

 

Krótko mówiąc: Zdecydowanie odradzam sięganie po „Non-Stop”. Jest on bowiem całkowitą stratą czasu, który można poświęcić na oglądanie innych znacznie ciekawszych produkcji

 

OCENA: 5/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci