Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Interstellar" (2014)

bradesinarus

interstellar3

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Jak widzicie mimo drobnych obiekcji (wywołanych co najwyżej przeciętnymi zwiastunami oraz faktem, że zdecydowana większość obrazów na które w tym roku czekałem, takich jak „Noe” Darrena Aronofsky'ego, [Rec] 4 Jaume Balaguero czy „Zaginona Dziewczyna” Davida Finchera, okazywała się mniejszym bądź większym niewypałem) w końcu zdecydowałem się na seans najnowszego dzieła jednego z moich ulubionych reżyserów Christophera Nolana. I absolutnie nie żałuję tego kroku!

 

Zacznę jednak może od tego, że „Interstellar” to film, który podzielił widzów na dwa skrajne obozy.

 

Jedni są nim absolutnie zachwyceni i umieszczają go na listach swoich ulubionych filmów roku pisząc, że dzięki niemu doświadczyli prawdziwej magii kina oraz mieli wrażenia uczestnictwa w niesamowitej przygodzie.

 

Inni zaś mieszają go z błotem i zarzucają Nolanowi przerost ambicji oraz aspiracji nad realnymi możliwości. Ich zdaniem najnowsze dzieło autora „Incepcji” to produkcja przekombinowana, pełna błędów logicznych, nieciekawych bohaterów i przyciężkich (czy nawet wręcz przeintelektualizowanych) dialogów. Krótko mówiąc „Interstellar” jest dla nich wyłącznie nieudolną próba dorównania Stanleyowi Kubrickowi i jego „2001 Odysei Kosmicznej”

 

No cóż! Mimo że osobiście jestem usatysfakcjonowany tym co widziałem, to jednak muszę powiedzieć, że prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku.

 

Krytycy mają bowiem sporo racji, kiedy twierdzą, że „Interstellar” nie jest żadnym arcydziełem, ani rewolucją, która na zawsze zmieni oblicze kina. Jak na dłoni widać bowiem mankamenty, którym absolutnie nie da się zaprzeczyć (Przykładowo początek jest nieco zbyt rozwlekły, bohaterowie jakoś niespecjalnie wzbudzają nasze zainteresowanie a dialogi brzmią mechanicznie i sztucznie)

 

Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że film to nie neurochirurgia. Nie musi być precyzyjny i bezbłędny a powinien dostarczać wrażeń i opowiadać interesującą historię. Że bohaterowie czy dialogi to tylko środki prowadzące do wyżej określonego celu. Że film powinien nas oczarować, abyśmy choć na chwilę zapomnieli o otaczającym nas świecie. „Interstellar” to właśnie robi!

 

Warto zatem docenić znakomitą realizację ( muzyka Hansa Zimmera i zdjęcia Hoyte van Hoytemy (Notabene absolwenta łódzkiej filmówki i operatora przy znakomitym „Szpiegu”) to najwyższa światowa klasa) i przyzwoite kreacje aktorskie (Zresztą przy takich nazwiskach w obsadzie jak Matthew McConaughey, Jessica Chastain czy Anne Hathaway można się było tego spodziewać)

 

Wówczas będziemy musieli przyznać, że Christopher Nolan to bez wątpienia jeden z najlepszych współczesnych reżyserów. Że po raz kolejny nas nie zawiódł, zaserwował koktajl emocji i wzruszenia oraz dowiódł swego nieprzeciętnego talentu do tworzenia widowiskowego kina rozrywkowego z intelektualną głębią.

 

Podsumowując. Jeśli jesteście fanem kina SF, doceniacie dotychczasową twórczość Christophera Nolana lub też chcecie produktywnie spędzić czas to zdecydowanie powinniście sięgnąć po „Interstellar”!

 

OCENA: 9/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci