Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Jako w piekle, tak i na ziemi" (2014)

bradesinarus
159066753_a25989

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Wydawać by się mogło, że paryskie katakumby to wymarzona lokalizacja dla każdego filmowca aspirującego do zrealizowania dobrego, trzymającego w napięciu horroru. Przecież mówimy tu o miejscu, które nawet na zdjęciach niepokoi i wywołuje ciarki na plecach.

 

Poza tym można było przypuszczać, że na tle koszmarnie nudnych „Katakumb” każda następna produkcja wykorzystująca to miejsce jako scenerię opowiadanej przez siebie historii będzie stanowiła znaczący jakościowy progres. Zwłaszcza kiedy weźmie się za nią ktoś taki jak John Eric Dowdle czyli autor mający na swoim koncie takie dzieła jak świetny „Diabeł” czy (podobno rewelacyjne) „Poughkeepsie Tapes”.

 

No cóż! Najwyraźniej będziemy musieli jeszcze poczekać na dobry film o katakumbach. „Jako w piekle, tako na ziemi” zdecydowanie bowiem takim obrazem nie jest. Bo choć mamy tu do czynienia z dziełem bez porównania lepszym od wspomnianego wyżej potworka, „spłodzonego” (bo nie powiem zrealizowanego. To byłaby obraza dla wszystkich filmowców, którzy w realizowane przez siebie produkcji przykładają choć minimalną dawkę zaangażowania) przez duet Tomm Coker i David Elliott to jednak automatycznie nie oznacza dobrego, czy choćby satysfakcjonującego tytułu.

 

Przeciwnie! Mamy tu do czynienia z jedną z najsłabszych produkcji jakie widziałem w ostatnim czasie. Twórcy najwyraźniej za bardzo wzięli sobie do serca moją sugestię, że samo miejsce może im „zrobić” dobry film.

 

Nie znajdziemy tu zatem żadnego elementu, który przyciągnął by naszą uwagę na dłużej niż pół sekundy. Nie ma tu dobrych aktorów, interesujących bohaterów (pomiędzy, którymi są faktycznie wyczuwalne interakcje), choćby strzępków klimatu czy wciągającej fabuły.

 

Czy naprawdę można się zatem dziwić, że w rezultacie finalny produkt jest dziełem kompletnie pozbawionym życia, całkowicie wyzutym z napięcia i nudnym jak oglądanie wyścigu ślimaków winniczków na dystansie 10 kilometrów? Moim zdaniem nie.

 

Podsumowując. Nie ma sensu owijać w bawełnę i bawić się w sztuczne podtrzymywanie przy życiu filmowego trupa. Trzeba powiedzieć wprost: „Jako w piekle, tak i na ziemi” to dzieło bardzo słabe, które można obejrzeć wyłącznie wtedy, kiedy ma się do zmarnowania półtorej godziny życia.

W przeciwnym wypadku lepiej omijać go szerokim łukiem.

OCENA: 4/10

 

 







© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci