Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Ten człowiek tworzy potwora!"

bradesinarus

tusk

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

No cóż! Po odhaczeniu kolejnej pozycji na mojej liście „Filmów, które koniecznie muszę obejrzeć przed końcem bieżącego roku” (Na szczęście, dzięki w miarę regularnemu oglądaniu liczba tych produkcji, które mi pozostały a potencjalnie mogłyby mnie zainteresować, nie było aż tak wysoka jak to zdarzało się w latach ubiegłych. Tak więc nie musiałem organizować filmowych remanentów.) mogę śmiało powiedzieć, że Kevin Smith to drugi z moich ulubionych reżyserów, który mnie nie zawiódł i dostarczył w pełni wartościowy produkt.

 

Aczkolwiek muszę z góry ostrzec. „Tusk” nie każdemu przypadnie do gustu. Mimo bowiem, że opowiada on historię człowieka „przekształconego” (w sensie jak najbardziej literalnym) w morsa, to jednak nie jest rasowym horrorem (Ani biografią byłego premiera, na co mógłby wskazywać tytuł) i nie ma nam do zaoferowania wyłącznie festiwalu bezsensownej obrzydliwości na wzór „Ludzkiej Stonogi” czy innych podobnych koszmarków.

 

Najnowszy film autora „Sprzedawców” i „Chasing Amy” stanowi bowiem coś na wzór gatunkowej wariacji. Totalnej zgrywy (Na co notabene wskazywałaby również prowieniencja całego przedsięwzięcia, stanowiącego rozwinięcie pomysłu rzuconego przez Kevina Smitha podczas satyrycznego podcastu), którą docenią i z której frajdę czerpać będą wyłącznie osoby takie jak ja czyli wielbiciele dziwacznych konceptów, nieszablonowych rozwiązań fabularnych i groteskowych klimatów. Krótko mówiąc fani takich produkcji jak chociażby „Dom 1000 trupów” czy „Opona”.

 

Na koniec warto zauważyć, że mamy tu możliwość zobaczyć jak po upływie niemal 15 lat od rewelacyjnego „Szóstego Zmysłu” wygląda Haley Joel Osment, podkreślić świetne kreacje aktorskie Michaela Parksa (Który już kolejny raz, po przyzwoitym „Red State” tego samego reżysera, pokazał, że przekonująco sprawdza się w rolach czarnych charakterów), Justina Longa oraz Johnny'ego Deppa (odgrywającego bez wątpienia najlepszy epizod roku) i zwrócić uwagę na urodę Genesis Rodriguez (szkoda, że aktorsko nie prezentuje się ona równie dobrze), umiejętnie opowiedzianą historię (która faktycznie wciąga mimo dość niemrawego tempa akcji), całą masę czarnego humoru oraz żywe dialogi (które tak na marginesie zawsze były mocną stroną filmów Kevina Smitha)

 

Podsumowując. No cóż! „Tusk” nie jest wolny od pewnych mankamentów (przykładowo bohaterowie mogliby być ciekawsi) jednak na pewno będę go miło wspominać, gdyż podczas seansu bawiłem się przednie. Aczkolwiek sam jeszcze nie wiem czy to wystarczy by ten film znalazł się na mojej (już oficjalnej) liście najlepszych obrazów 2014 roku. Na pewno jednak warto na niego rzucić okiem.

 

OCENA: 8/10 

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • lukkkkk1

    Tytuł posta zajefany. Aż pomyślałem, że to coś o mnie...A potem widzę wielki, przytłaczający i groźny napis: Tusk. Nie dotarłem do końca. Za bardzo się bałem. Od jakiegoś czasu to słowo wywołuje we mnie większy strach niż Freddy Kruger i Mike Meyers...Ahhhh te straszne horrory;)

    Zapraszam do siebie: redmind.pl/

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci