Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Gra Tajemnic" (2014) czyli krótki przegląd oscarowych faworytów (odsłona 5.)

bradesinarus

7885_poster_iphone

 

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Zacznę możę od tego, że miałem poważne obawy i obiekcje związane z tą produkcją.

I to wcale nie dlatego, iż (jak większość krytyków w rodzaju Tomasza Raczka) sądziłem, że będzie ona gloryfikować osiągnięcia brytyjskich kryptologów kosztem deprecjonowania czy nawet wręcz całkowitego pominięcia roli jaką w złamanie szyfru Enigmy włożyli Polacy (Zresztą tu przynajmniej ( W przeciwieństwie do takich filmów jak chociażby  "Enigma" Michaela  Apteda czy "U-571" Jonathana Mostowa) zostaliśmy wspomniani i ukazani w nie negatywnym świetle. A tak swoją drogą to  czy naprawdę powinniśmy mieć do kogokolwiek pretensje nawet gdyby nie było tu ani słowa o naszym wkładzie? Moim zdaniem absolutnie nie! Jeśli bowiem chcemy filmu o Marianie Rejewskim, Jerzym Różyckim i Henryku Zegalskim to (Uwaga! Uwaga! Zwracam się teraz do polskich filmowców!) musimy sami go nakręcić. Nie możemy wszak wymagać by ktoś nas wyręczył w pielęgnowaniu naszej  pamięci historycznej. Przypominam wszak, iż  "Gra Tajemnic" jest filmem brytyjskim, więc fakt, że będzie ona wynosiła  na piedestał i stawiała w świetle reflektorów pracę brytyjskich kryptologów było dla mnie (A myślę, że i dla każdego średnio ogarniętego odbiorcy) oczywistą oczywistością. Zatem doceńmy to, co mamy!)

 

  Ba! Powodem nie był również homoseksualizm głównego bohatera (Notabene ukazany tu subtelnie, nienachalnie i z wyczuciem)

 

  Przyczyna była zdecydowanie bardziej prozaiczna. Jak bowiem zdążyliście już zauważyć  (Co nie jest takie trudne i  taka deklaracja dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż podkreślam to praktycznie w każdym wpisie), nie szczególnie przepadam, oględnie rzecz ujmując, za filmami biograficznymi.

 

  W przeważającej większości wypadków wydają mi się one bowiem niczym więcej niż tylko porządną warsztatowo robotą, której jedynym celem jest błaganie o nagrody (Czego dowodzi choćby to, iż tego typu obrazy najczęściej dominują wśród laureatów wszelkich możliwych nagród z Oscarami i Złotymi Globami na czele). 

 

  Po seansie "Gry Tajemnic" muszę jednak powiedzieć, że zrobiłbym błąd gdybym po tę produkcję nie sięgnął.

 

  Dzieło wyreżyserowane przez Mortena Tylduma (Norwega, na którego koncie znajdują się m.in. nagrodzeni na Warszawskim Festiwalu Filmowym "Kumple" czy Nagrodzeni Saturnem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego "Łowcy Głów") idealnie bowiem idealnie trafiło w moje gusta i bez cienia wątpliwości jest jednym z najlepszych filmów bieżącego roku (Co dowodzi tylko prawdziwości sformułowanej przeze mnie ostatnio tezy, iż w ciągu bieżącego miesiąca mieliśmy do czynienia z prawdziwym wysypem rewelacyjnych premier (oczywiście jeśli mamy tu na myśli tylko i wyłącznie daty wejścia poszczególnych tytułów na ekrany polskich kin), które w zasadzie w komplecie mogłyby się znaleźć na mojej liście TOP - 10. Mieliśmy wszak "Birdmana", "Foxcatchera" czy "Fotografa")   

 

  Dostałem bowiem produkcję wzorcowo zrealizowaną (warto zauważyć, iż reżyser zgrabnie sobie poradził z niełatwym zadaniem połączenia w jedną spójną całość trzech praktycznie równorzędnych linii czasowych), solidnie zagraną (Wyróżnia się przede wszystkim znakomity Benedict Cumberbatch, który dowodzi swego nieprzeciętnego talentu,  jednak dyspozycje zaprezentowane przez Matthew Goode (którego pamiętam ze świetnych występów w "Stokerze" i "Watchmen"), Keiry Knightley (aczkolwiek mam wątpliwości czy jej kreacja zasługuje aż na nominację do Oscara. Osobiście nie zauważyłem bowiem w jej grze niczego nadzwyczajnego) oraz Marka Stronga (m.in. "Kick- Ass" "Sherlock Holmes", "Szpieg" czy "Wróg numer jeden") również są godne podkreślenia), wciągającą, trzymającą w napięciu oraz dysponującą umiejętnie wykreowanym klimatem (w czym ogromna zasługa subtelnej ścieżki dźwiękowej skomponowanej przez Aleksandra Desplata (Autora muzyki m.in. do  "Autora Widmo", "Drzewa Życia", "Godzilli", "Grand Budapest Hotel",  "Jak zostać królem", czy "Wroga Numer Jeden")

 

  Zresztą trzeba powiedzieć, że sama historia życia genialnego brytyjskiego matematyka Alana Turinga, ze szczególnym uwzględnieniem jego zasług dla złamania kodu stosowanego w, wielokrotnie tu już przywoływanej, maszynie szyfrującego Enigma (co zdaniem historyków w niebagatelnym stopniu przyczyniło się do szybszego zakończenia drugiej wojny światowej)  była zaiste porywająca i pasjonująca. Aczkolwiek w gruncie rzeczy dość smutna, gdyż dowodząca uniwersalnej prawdy (o której prawdziwości, tak swoją drogą sam miałem okazję wielokrotnie się przekonać na własnej skórze. Może dlatego, w przeciwieństwie do omawianego tu nie tak dawno "Whiplash" łatwiej mi było utożsamić się z głównym bohaterem i, że się tak brzydko wyrażę, kupić jego motywację), iż osoby wyróżniające się, odbiegające ( w ten czy inny sposób) od ogólnie przyjętych norm nie są akceptowane przez społeczeństwo. 

 

Podsumowując. "Gra Tajemnic" to bardzo dobry film i należny hołd dla wielkiego człowieka jakim niewątpliwie był Alan Turing. Ba! Po seansie czuję się niejako zobligowany do poszerzenia swojej wiedzy i (mimo wielu innych obowiązków na głowie w najbliższej perspektywie czasowej) jak najszybszego sięgnięcia po literacki pierwowzór autorstwa Andrew Hodgesa. 

 

OCENA: 9/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci