Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Zniknięcie Eleonory Rigby: oni" (2014)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

TDOER

 

   Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że wreszcie udało mi się usiąść i obejrzeć ten film. Najgłośniejsze jak do tej pory dzieło amerykańskiego reżysera Neda Bensona. I że okazał się on tak dobry, iż mogłem go umieścić na swojej liście najlepszych produkcji ubiegłego roku. 

 

  Gdyby sądzić wyłącznie po pozorach to mamy tu do czynienia z pozornie mało oryginalną historią pary młodych ludzi próbującej ocalić uczucie, które łączyło ich w przeszłości.

 

  Jednak tym co wyróżnia tę produkcję z grona innych podobnych dzieł jest stojący za nią koncept. Jest to bowiem obraz, który łączy w jedną, bardziej klasyczną pod względem narracyjnym wersję dwa warianty tej historii zaprezentowane w dwóch poprzednich filmach, noszących podtytuły On i Ona. Filmów tych niestety nie można nigdzie dorwać (wiem, bo próbowałem) ale słyszałem, że są one zrealizowane z perspektywy obojga z partnerów osobno, co wydaje mi się interesującym i w miarę oryginalnym konceptem. 

 

   I choć ten film nie jest tym, czym mógłby być to jednak i tak jestem usatysfakcjonowany. Mamy tu wszak do czynienia z jednym z najlepszych love story jakie w życiu widziałem. Produkcję urzekającą klimatem, subtelnie opowiedzianą, posiadającą interesujących i wiarygodnych bohaterów, którzy praktycznie od pierwszych sekund zyskują naszą sympatię ( ogromna w tym zasługa utalentowanych odtwórców głównych ról (Jessici Chastain i Jamesa McAvoya, których łączy na ekranie wyraźnie wyczuwalna chemia.

 

   Krótko mówiąc.  "Zniknięcie Eleonory Rigby" to bardzo dobra produkcja, którą śmiało polecam. 

 

 

OCENA: 8,5/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci