Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Dzikie Historie" {Relatos Salvajes} (2014)

bradesinarus

RS

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Zacznijmy może od tego, że „Dzikie Historie” to wyprodukowany przez Pedro Almodovara argentyński film, który był jednym z konkurentów „naszej” „Idy” w wyścigu po Oscara.

 

I przyznam się szczerze. Gdyby to zależało ode mnie i mojego (co by nie mówić dość specyficznego) gustu, to właśnie obraz zrealizowany przez Damiana Szifrona (do tej pory się nie zetknąłem z twórczością tego pana, lecz po seansie szczerze mu życzę, aby ten film stał się jego „Dystryktem 9” i był dla niego przepustką do sławy) i stanowiący (dodam tak na marginesie) zbiór nowelek, których ogólnym tematem są ludzie doprowadzeni do granic nerwowej wytrzymałości wskutek różnych niesprzyjających okoliczności codziennego życia (czyli coś w stylu rewelacyjnego „Upadku” Joela Schumachera, który notabene gorąco polecam, jeśli ktoś jeszcze nie widział) święciłby triumf i wyszedł z ceremonii w glorii zwycięzcy.

 

W odróżnieniu bowiem od dobrze zrobionej i poruszającej ważny temat ale, nie oszukujmy się, dość statycznej, koturnowej i konwencjonalnej „Idy” „Dzikie Historie” to film prezentujący się świeżo jak ciepły letni wiatr, emanujący energią, zaskakujący (otwierający całość epizod z samolotem), urzekający fantastycznym, niemal tarantinowskim nastrojem, czarnym humorem, świetnym aktorstwem (warto zwrócić uwagę na to, co wyczynia wyśmienita Erica Rivas w segmencie „weselnym”) oraz lekko napisanymi dialogami. A w dodatku praktycznie wszystkie opowiedziane historie stoją na równie wysokim poziomie, co w przypadku antologii zdarza się równie często jak wygrana szóstki w totolotku.

 

Jednak nawet pomimo tego, że osobiście bawiłem się przednie oglądając „Dzikie Historie” to jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, iż takie niekonwencjonalne klimaty trzeba lubić i nie każdemu przypadną one do gustu.

 

Poza tym przyzwyczaiłem się już do tego, że (poza nielicznymi wyjątkami w rodzaju „Milczenia Owiec” czy tegorocznego „Birdmana”) w swych wyborach Amerykańska Akademia Filmowa kieruje się asekuranctwem i koniukturalizmem czego dowodami mogą być choćby takie fakty jak: Nagrodzenie w ubiegłym roku „Zniewolonego” i porażki „Wroga Numer Jeden”, „Czarnego Łabędzia”, „Social Network, „Wyjścia przez sklep z pamiątkami”, „Taksówkarza”, „Czasu Apokalipsy” czy „Obywatela Kane'a”, że nie wspomnę już nawet nie nominowaniu genialnego „Musimy porozmawiać o Kevinie”. No cóż najlepsze filmy rzadko kiedy sięgają po nagrody.

 

Dlatego też w gruncie rzeczy nie dziwię się, że chociaż „Dzikie Historie” są, nie oszukujmy się filmem o kilka klas lepszym od „Idy”, to jednak po statuetkę sięgnął obraz bezpieczniejszy i bardziej przystępny gustom masowego odbiorcy.

 

Jeśli jednak ktoś ma ochotę na odrobinę kina, które w lekkiej formie skłania do myślenia nad absurdami otaczającego nas świata i przy okazji zapewnia dawkę solidnej, niczym nieskrępowanej frajdy to podczas oglądania „Dzikich Historii” (Które dla mnie, tak na marginesie zasłużyły na miano poważnego pretendenta do tytułu najlepszego filmu 2015 roku) będzie się naprawdę dobrze bawił.

 

OCENA: 9/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci