Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Tygrysie Oczy" {Tiger Eyes} (2012)

bradesinarus

  

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Reżyseria: Lawrence Blume

 

Zacznijmy może od tego, że „Tiger Eyes” to adaptacja młodzieżowego bestsellera autorstwa Jody Blume (Tak na marginesie warto dodać, że dokonana przez syna pisarki). Opowiada on historię Davey, młodej dziewczyny, która po śmierci ojca czuje się bardzo samotna i opuszczona. Swoistą receptą na ten fakt okazuje się wyjazd do krewnych w Nowym Meksyku. Tam Davey poznaje tajemniczego Wolfa, co w rezultacie doprowadza ją do pogodzenia się z sytuacją i rozpoczęcia w miarę normalnego życia.

 

Przyznam się szczerze, że podobnie jak to miało miejsce w przypadku kilku innych produkcji skierowanych przede wszystkim do młodzieży (vide „Gwiazd Naszych Wina”) „Tiger Eyes” nie bardzo przypadło mi do gustu.

 

Może nie powinienem o tym głośno mówić (Nie chcę bowiem narazić się na zarzuty ze strony pewnych osób, że jedynym, jakże merytorycznym, aspektem, na który w filmach zwracam uwagę jest uroda występujących w nim aktorek) ale gdyby nie piękna Willa Holland (Będąca bardzo w moim typie jeśli chodzi o walory fizyczne i niewątpliwie znalazła by się na mojej liście najpiękniejszych aktorek, gdybym kiedykolwiek postanowił stworzyć nową wersję (6.0 jeśli się nie mylę) Gorzej, że pod względem umiejętności i talentu jest prezentuje się ona co najwyżej średnio i posiada mniej więcej tyle ekranowej charyzmy co martwa papuga. No ale cóż. Nie można mieć wszystkiego :) ). to naprawdę nie wiem czy znalazłbym w sobie dość sił by dobrnąć do końca ( Ba! Pewnie w ogóle bym po tę produkcję nie sięgnął gdybym wcześniej nie zobaczył plakatu i nie oczarowała mnie zjawiskowa uroda osoby na nim się znajdującej. Ale o tym już, poniekąd, wspomniałem, więc nie będę się powtarzał.)

 

Jest to bowiem dzieło nie najwyższych lotów. Typowa, sztampowa produkcja nie zmuszająca do przesadnego myślenia, nie specjalnie wciągająca (prawdę mówiąc, przez dłuższe fragmenty nawet nudna) pozbawiona ciekawych bohaterów, fabuły choćby silącej się na oryginalność, wdzięku czy polotu (Kudy jej zatem np. do rewelacyjnego pod tym względem „Charliego” {The Perks of Being Wallflower} , który dla mnie nadal stanowi wręcz modelowy przykład idealnie zrealizowanego i niezaprzeczalnie ciekawego kina dla młodzieży) Ba! W mojej opinii nadaje się ona co najwyżej na rodzinny seans w niedzielne przedpołudnie.

 

Nie zaprzeczam oczywiście temu, że „Tiger Eyes” może niejednej osobie (Szczególnie płci żeńskiej. One rzekomo, a przynajmniej tak wynika z moich rozmów na temat omawianej nie tak dawno „Teorii Wszystkiego” gustują w takim naiwnym sentymentalizmie) przypaść do gustu i nie będę go nikomu specjalnie odradzać. Raczej sugerowałbym, by przed seansem nie mieć zbyt wysokich oczekiwań, bo można się rozczarować.

 

OCENA: 5/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci