Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Cierpienie znika, kiedy rozumiemy jego przyczynę.

bradesinarus

7664646.3

Hiszpanka (2015)

Reżyseria: Łukasz Barczyk

 

Zacznijmy może od tego, że (swoją drogą podobnie jak to miało miejsce w przypadku poprzedniego dzieła tego reżysera, czyli głośnego „Nieruchomego Poruszyciela”) „Hiszpanka” przypadła mi do gustu. Że wciągnąłem się w snutą przez Barczyka opowieść i, mimo drobnych zastrzeżeń, nie żałuję ani minuty spędzonej przed ekranem.

 

Zdaje sobie jednak sprawę, że nie jest to popularna opinia. Że na palcach jednej ręki nieudolnego drwala można jednak policzyć osoby, które podzielą moje zdanie.

 

Gdzie byśmy bowiem nie spojrzeli, niechybnie zauważymy, że obraz ten zbiera niemal wyłącznie negatywne recenzje deprecjonujące praktycznie każdy element filmowego rzemiosła.

 

Krytycy (głównie Ci domorośli, dla których szczytem kinematografii jest seria „Szybcy i Wściekli” czy „Avengersi”) zdają się nie zauważać niewątpliwych atutów tej produkcji.

 

Mam tu na myśli przede wszystkim robotę jaką wykonała operatorka Karina Kleszczewska, znakomite, jak na polskie warunki, efekty specjalne (dzieło bankrutującego studia Alvernia), imponujący rozmach (zdecydowanie widać tu jeden z najwyższych budżetów w historii polskiej kinematografii), scenografię, popkulturowe nawiązania (m.in. nazwisko głównego antagonisty), momentami odrealniony nastrój (zresztą trudno żeby było inaczej, skoro film porusza tematykę, modnego w dwudziestoleciu międzywojennym, spirytyzmu), intrygujące zakończenie, ciekawą historię oraz bardzo dobrą kreację jak zwykle charyzmatycznego Crispina Glovera (aktora który na swoim koncie ma m.in. występ w „Alicji w Krainie Czarów” Tima Burtona)

 

W zamian wolą skupiać się na krytykowaniu pretensjonalności, przekombinowania, rzekomej nudy, mało ciekawych bohaterów, gry aktorskiej czy dialogów (które faktycznie nie są najwyższych lotów).

 

Ale największym zarzutem, podobnie zresztą jak to miało miejsce w przypadku ubiegłorocznego „Miasta 44”, wydaje się być to, iż twórcy odważyli się podejść do tematu bez patriotycznego i martyrologicznego zadęcia. Że zamiast kręcić kolejną powtórkę z rozrywki w rodzaju hermetycznego i ciężkostrawnego „Katynia” czy innych podobnych duszoszczypacielnych potworków, wykazali się inwencją, spróbowali stworzyć coś ambitniejszego i skupili się na opowiedzeniu uniwersalnej historii mogącej zainteresować widza, który nie ma pojęcia o meandrach dziejów naszego kraju a chce po prostu obejrzeć dobry film.

 

Podsumowując. „Hiszpanka” to kolejny w ostatnich latach dowód na to, że jesteśmy narodem malkontentów, którzy nie umieją docenić tego, co posiadają.

 

Mało tego. Recepcja tej produkcji udowadnia, że większość z nas preferuje umysłowe lenistwo. Płytką i łatwą rozrywkę, która nie zmusza do myślenia oraz daje wyłącznie proste odpowiedzi. Smutne acz prawdziwe.

 

OCENA: 8/10 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci