Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Rzeczy, które kochamy niszczą nas. Refleksje po przeczytaniu pierwszego tomu "Pieśni Lodu i Ognia"

bradesinarus

 

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, że o ile uwielbiam science fiction, tak nie jestem wielkim fanem fantasy. Zawsze mi się bowiem wydawało, że tego typu historie nie przejawiają żadnej głębi, że są robione „na jedno kopyto” i można je streścić dwoma słowami: sex & przemoc.

 

Ba! Po zapoznaniu się z takimi tytułami, jak np. „Conan Barbarzyńca” doszedłem do konstatacji, że jedynym celem ich powstania była kompensacja pragnień twórców, którzy nie mogąc tego osiągnąć w realnym życiu, tworzą sobie „substytut” w postaci silnych fizycznie bohaterów, przeżywających niewiarygodne przygody i „zaliczających” kolejne, zawsze instrumentalnie traktowane, kobiety.

 

Dlatego też nie miałem najmniejszego zamiaru sięgać po „Grę o Tron” podejrzewając, że nie przypadnie mi do gustu. Spodziewałem się bowiem raczej „powtórki z rozrywki” niż w pełni satysfakcjonującej „uczty dla zmysłów”.

 

Ponieważ jednak wszyscy wokół (nawet ludzie, których gustom literackim i filmowym ufam bardziej niż swoim) zachwycają się i twierdzą, że „Pieśni lodu i ognia” to praktycznie największe osiągnięcie w historii literatury a George Martin to najwybitniejszy pisarz w historii ludzkości, zdecydowałem się mimo wewnętrznego oporu usiąść i przeczytać pierwszy tom wyżej wspomnianej serii.

 

 

I muszę powiedzieć, że przeczytałem tę książkę z wielką przyjemnością. Fabuła jest bowiem wartka i wciągająca (do tego stopnia, że mimo początkowych problemów z ogarnięciem natłoku bohaterów i ciężkiego, pozbawionego subtelności języka, nie mogłem się oderwać i całość (tzn. jakieś około 770 stron) pochłonąłem praktycznie w dwa dni), intryga naprawdę ciekawa, a bohaterowie wywołują w czytelniku autentyczne emocje (W zdecydowanej większości. Zdecydowanie bowiem „kuleją” tu postacie kobiece. Jedyną wartą uwagą reprezentką płci pięknej była Cersei Lannister. Reszta pań, ze szczególnym uwzględnieniem Sansy Stark i Daenerys Targaryen, była całkowicie bezbarwna, kompletnie nie wzbudziły mego zainteresowania i moim zdaniem można by było wyciąć bez większej szkody dla fabuły. Z kolei, jeśli to kogoś interesuje, za najciekawszą postać uważam „wielkiego duchem, lecz małego ciałem” intryganta Tyriona Lannistera). W dodatku muszę dodać, że George Martin potrafi wykreować niesamowity klimat a nielinearna narracja zawsze podnosi w moich oczach wartość każdego dzieła o co najmniej kilka punktów.

 

Nie do końca jednak rozumiem istotę otaczającego ją popkulturowego fenomenu, który jeśli mam być szczery sprawia wrażenie „instynktu stadnego” i konformistycznej postawy: „Jestem fajny, bo podoba mi się to samo, co podoba się wszystkim”.

 

Ba! Przyznaję nawet o tym, by być przekorny (a uwierzcie, że byłbym do tego zdolny) i napisać, że „Gra o Tron” to literacki szmelc. Że jest to pozbawiony jakiejkolwiek wartości ekwiwalent „50 twarzy Greya” dla mężczyzn.

 

Wszak po tych wszystkich „ochach” i „achach” można się było spodziewać czegoś naprawdę genialnego. Książki, która (tak jak to w swoim czasie zrobiła genialna „Kraina Traw”) rzuci mnie na kolana i długo nie da o sobie zapomnieć. Że będę chciał do niej wielokrotnie wracać, co jak w swoim czasie stwierdził Milan Kundera, jest cechą dystynktywną wielkiej literatury. Tymczasem tak się niestety nie stało.

 

Mimo wszystko jednak uważam, że „Gra o Tron” to kawał solidnej literatury, którą zdecydowanie mogę polecić nie tylko fanom fantasy.

 

OCENA: 8/10

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • ilsa333

    Zamierzasz zrobić podejście do serialu?

  • bradesinarus

    Jeszcze nie wiem. Pewnie gdyby tematyka była ciekawsza (np. coś w klimatach pierwszego sezonu "Detektywa") to sięgnąłbym bez wątpienia. Poza tym trochę mnie przeraża, że występują tu takie aktorskie beztalencia jak Emilia Clarke czy Kit Harrington oraz, że całość liczy aż sześć sezonów (przynajmniej jak do tej pory, wszak historia jeszcze nie jest skończona). Ja zdecydowanie wolę krótsze seriale

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci