Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krótka piłka: Szeregowiec Ryan (1998)

bradesinarus

 

ceb445d9bc

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Wstyd się przyznać, ale dzisiejszy seans był moim pierwszym kontaktem z tym wojennym arcydziełem Stevena Spielberga. Dlatego też mogę się cieszyć, że wszystko odbyło się nie tylko „regulaminowo”, czyli na wielkim ekranie, ale w dodatku dość eksluzywnie, ponieważ byłem jedynym widzem.  

 

Co zaś tyczy samego „Szeregowca Ryana” to muszę powiedzieć, że pod względem czysto technicznym jest to film bardzo dobry znajdujący się w ścisłej czołówce obrazów dotyczących tematyki wojennej. Przede wszystkim chodzi mi tu o aspekt wizualny, gdyż sceny batalistyczne (vide otwierające film lądowanie w Normandii genialnie nakręcone przez Janusza Kamińskiego) zrealizowane są po mistrzowsku, robią kolosalne wrażenie i doskonale oddają koszmar wojny. 

 

Jednak sama historia do mnie niespecjalnie przemówiła, gdyż była zbyt pompatyczna i bogoojczyźniana jak na mój gust. W dodatku marne nagłośnienie w miejscu, w którym przyszło mi to dzieło oglądać sprawiało, że umykała mi co najmniej połowa dialogów.

 

Mimo wszystko uważam, że „Szeregowiec Ryan” jest tytułem, który obowiązkowo powinien obejrzeć każdy kto interesuje się kinem.

 

OCENA: 8/10 

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • elef7

    Dokładnie miewam podobne wrażenie. Technicznie super i z emocjami, dlatego lubię oglądać. Ale pompa np. na końcu, nie do wytrzymania. No i fakt, że pluton rusza ginąc po to by kobieta usłyszała o śmierci 3, a nie 4 synów, nie do wytrzymania i obronienia. Pozdrawiam

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci