Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

„O Dziewczynie, która wracała nocą sama do domu” (2014)

bradesinarus

 

1439294846232-jpeg 

 

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Panie i panowie. Czapki z głów! Ten, swoją drogą bardzo udany, debiut irańskiej (acz mieszkającej i tworzącej w USA) reżyserki Any Lily Amirpour (niechybnie warto zapamiętać to nazwisko i zwracać uwagę na kolejne sygnowane nim produkcje) to niezaprzeczalny dowód na to, że przy odrobinie talentu nawet w takim, zdawałoby się całkowicie wyeksploatowanym podgatunku jak kino wampiryczne nadal można stworzyć coś świeżego i oryginalnego.

 

Muszę jednak uprzedzić, że „O Dziewczynie, która wracała nocą sama do domu” to dzieło specyficzne i wysublimowane trudne do jednoznacznego gatunkowego zaszeregowania. Obraz, który nie każdemu widzowi przypadnie do gustu ponieważ tempo akcji jest dość leniwe a w dodatku jak na rzekomy horror to nie ma tu zbyt wiele grozy.

 

Kiedy jednak damy szansę produkcji pani Amirpour i zwrócimy uwagę przede wszystkim na wykreowany przez nią urzekający nastrój, wysmakowane zdjęcia autorstwa Lyle'a Vincenta, znakomitą ścieżka dźwiękowa czy wcielającą się w tytułową rolę równie niepokojącą co piękną Sheilę Vand, to dostrzeżemy hipnotyzujące i dość przewrotne (przede wszystkim przez odwrócenie klasycznych ról ofiary i prześladowcy) dzieło, od którego trudno oderwać wzrok.

 

Jednym słowem: Gorąco polecam „O Dziewczynie, która wracała nocą sama do domu” gdyż jest to jest to nie tylko fantastyczny obraz, który mnie absolutnie oczarował i chyba najlepszy film o wampirach od czasu „Pozwól mi wejść” ale w dodatku poważny pretendent do tytułu najlepszego filmu bieżącego roku.

 

OCENA: 10/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci