Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Amator" (1979)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

7562071.3

Reżyseria: Krzysztof Kieślowski

 

Zacznijmy od tego, że bardzo lubię kino automatyczne. Filmy takie jak np. „Tropic Thunder”, „Zagubiony w La Manchy” czy „Ed Wood”, których jednym z tematów jest proces produkcji filmowej per se. Poza tym estymą darzę również dzieła poświęcone szeroko pojętej sztuce i roli artystów w społeczeństwie (tu można podać np. „Synekdocha Nowy Jork” Charliego Kaufmana, „Adaptację” tego samego reżysera, „Franka” Lenny'ego Abrahamsona, „Wyjście przez sklep z pamiątkami” Banksy'ego, „Birdmana” Alejandro Gonzaleza Inarritu czy „Kill You Darlings” Johna Krokidasa).

 

Zrozumiałym staje się zatem, że poruszający podobne problemy i zadające ważkie pytania o granicę między prawdą a kreacją artystyczną „Amator” musiał znaleźć się w moim polu zainteresowań. Poza tym mamy tu przecież film Krzysztofa Kieślowskiego czyli podobno (przynajmniej zdaniem naszego wykładowcy od historii filmu, któremu notabene zawdzięczam to, że w końcu zmotywowałem się do tego aby po ten tytuł sięgnąć) najbardziej znanego na świecie polskiego reżysera (Osobiście obstawiałbym raczej Romana Polańskiego, ale co ja tam wiem ;) ).

 

I muszę powiedzieć, że niestety nie czuję się w pełni usatysfakcjonowany. Bo choć sam koncept, jak można było przypuszczać przypadł mi do gustu to jednak już wykonanie pozostawia moim zdaniem sporo do życzenia. Nie będę wspominał o tym, że niektóre realia ukazane w tym filmie się zdążyły zdezaktualizować. Przede wszystkim bowiem mówiąc o delikatnym rozczarowaniu mam na myśli fakt, że obsadzony w głównej roli Jerzy Stuhr zagrał w mojej ocenie niezbyt przekonująco i kompletnie nie kupiłem stworzonej przez niego postaci.

 

Od razu informuję (żeby później nie było nieporozumień). Absolutnie nie uważam Stuhra za złego aktora a jego kreacji za totalnie beznadziejną. Wierzę bowiem w to, że zrobił on wszystko, by wyciągnąć absolutne maksimum z tego, na co pozwolił mu scenariusz. Poza tym przystępując do seansu miałem jeszcze w pamięci genialną dyspozycję zaprezentowaną przez Zbigniewa Zapasiewicza w „Barwach Ochronnych”.

 

Podsumowując:

Może to zabrzmi paradoksalnie w świetle tego co napisałem powyżej, ale uważam, że „Amatora” trzeba znać ponieważ, jakby na to nie patrzeć stanowi on kawał historii polskiego kina.

 

OCENA: 7/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci